tunaCooking - przepisy, jedzenie, desery, obady: pieczarki

Wcześniejsze Przepisy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty



































Koniec października zbliża się wielkimi krokami. Większość ludzi już jest dawno po urlopach i wakacyjnych wyjazdach. Jesień w tym roku nasz nie rozpieściła, pięknej, słonecznej pogody było dosłownie tylko kilka dni. W ten nieprzyjemny czas pędzę do Was z wakacyjną przypominajką słonecznych dni. Tajska zupa, wegańska i szybka do zrobienia. Idealny comfort food na ten czas.
Jeśli ktoś bradzo, ale to bardzo nie chce wersji wege to można na etapie gotowania dodać krewetki lub mięso z kurczaka. Najlepiej zaraz po wlaniu mleka kokosowego. Niemniej zachęcam Was, zanim dodacie mięso spróbujcie wersji warzywnej. Istnieje duża szansa, że pozostaniecie przy tym wyborze.


TAJSKA ZUPA Z MLEKIEM KOKOSOWYM

odrobina oleju do smażenia
makaron ryżowy wstążki
2 ząbki czosnku
0,5 białej cebuli
2 – 3 cm korzenia imbiru
10 ziaren pieprzu
4 łyżeczki pasty tom ka
3 łyżeczki pasty tom yum
1 łyżeczka tajskiej pasty chili z tamaryndowcem
1 trawa cytrynowa
2 liście limonki kaffir
400 ml mleka kokosowego
250 ml wody
0,5 – 1 łyżka sosu sojowego
pomidorki koktajlowe
pieczarki
szpinak
dymka
chili
kolendra - liście
limonka


Wydzieloną porcję makaronu ryżowego zalać wrzątkiem i odstawić, aż do momentu gdy będzie miękki.
Czosnek, połówkę cebuli i obrany imbir drobno posiekać. W garnku rozgrzać odrobinę oleju i przesmażyć posiekane warzywa z ziarnami pieprzu.
Smażyć około 3 minut. Dodać pastę tom yum, tom ka i pastę chili. Cały czas mieszać, żeby się nie przypaliło. Podsmażać, aż pasty zaczną intensywnie pachnieć.
Trawę cytrynową rozgnieść i dodać do garnka razem z liśćmi limonki kaffir.
Dodać mleko kokosowe i podgrzać.
Dodać wodę i wymieszać. Doprawić do smaku sosem sojowym.
Do misek nałożyć przygotowany makaron. Wlać zupę i dodać pokrojone świeże dodatki takie jak pomidorki koktajlowe, szpinak, pieczarki.
Posypać posiekaną dymką, kolendrą i ewentualnie chili pokrojonym w plasterki.
Przed jedzeniem skropić sokiem z limonki.
Mięso – temat rzeka w moim życiu. Jako dziecko byłam potwornym niejadkiem. Byłam wybredna, smakowało mi tylko kilka rzeczy, a nad talerzem z zupą potrafiłam siedzieć 2 godziny, zanim w końcu ją zjadłam lub ktoś się zlitował i mi ją zabrał.

Produktem najbardziej kontrowersyjnym było mięso. Nigdy za nim nie przepadałam. W przedszkolu zawsze zostawiałam i mama musiała wysłuchiwać skarg. Moje obiady „w gościach” to często były ziemniaki i surówka. I tak przez wiele, wiele lat.

Gdy już byłam dorosła sytuacja trochę się zmieniła. Zaczęłam jeść więcej mięsa, ale dalej wiele dań było w kategorii „niejadalne”. W tym czasie pojawił się kolejny problem znowu związany z proszonymi obiadami lub kolacjami. Jak wytłumaczyć, że to jem, a tamtego nie.. a wierzcie mi, to byłoby długie tłumaczenie.... Jak wybrnąć z tego najszybciej? Tak, żeby nikt nie czuł się urażony i żebym nie musiała wciskać w siebie jedzenia, którego nie chcę? Mówiłam krótko „dziękuję, nie jem mięsa”. Nigdy nie mówiłam, że jestem wegetarianką, ale rozumiem, że może to być tożsame. I w tym momencie pojawiał się kolejny problem, bo jednak czasami to mięso jem. Prędzej czy później przychodziła chwila w której i tak musiałam tłumaczyć co jem, a czego nie.

Przyznaję, że im byłam starsza tym bardziej zaczęło mnie to męczyć. Pozytywny aspekt całej sytuacji jest taki, że świadomie zaczęłam wprowadzać w swoją dietę więcej warzyw i rezygnować z mięsa. Czy jestem w stanie zrezygnować z serów, ryb, krewetek? Nie... podziwiam każdą osobę, która trzyma się takich postanowień i nawet gdzieś tam po cichu zazdroszczę. Niemniej wybrałam drogę mniejszego zła i uważam, że jest to dobry wybór. Nie lubię szufladkowania i traktowania zero-jeden. Jeśli są osoby, które starają się ograniczyć spożycie mięsa to fantastycznie. Każda zmniejszona ilość, jeden zakup mniej to zdrowsza dieta i nawet mały sygnał dla przemysłu, że coś się dzieje. Spada popyt, można zmniejszyć produkcję.

Jakiś czas temu zaczęłam odkrywać pyszne bezmięsne posiłki i zachęcam nawet największych fanów steków do ich spróbowania. Okazuje się, że większości również one smakują. Może warto w takiej sytuacji zrobić plan na bezmięsny dzień raz w tygodniu albo wege weekend?

Tak, któregoś dnia powstało połączenie hummusu z pieczarkami. Okazało się tak dobre i szybkie do zrobienia, że miałam z tym daniem kilkudniowy maraton.

Nie zaglądam ludziom w talerze, nie nakłaniam nikogo do jedzenia warzyw, nie piętnuję osób jedzących mięso. Chciałabym żeby ludzie byli otwarci na nowe smaki i nowe pomysły kulinarne i próbowali, próbowali, próbowali. Życie bez mięsa to więcej niż ziemniaki z surówką.

*specjalnie nie podaję miar składników do hummusu. Ile ludzi, tyle preferencji smakowych. Najlepiej podczas miksowania próbować i dodawać składniki wedle własnego uznania, nie będziemy toczyć wojny o hummus ;)




PIECZARKI Z HUMMUSEM


łyżka masła
250 g opakowania pieczarek
2 ząbki czosnku
estragon, tymianek
pieprz, sól

hummus:
ciecierzyca
tahini
sok z cytryny
czosnek
oliwa
sól
zimna woda

Hummus:
W blenderze zmiksować wszystkie składniki z wyjątkiem zimnej wody. Zacząć od większej ilości ciecierzycy i małych ilościach dodatków.
Pozostałe składniki dodawać w większych ilościach, aż do momentu gdy smak będzie zadowalający.
Powoli podczas miksowania dodawać zimną wodę. Hummus zmieni kolor na jaśniejszy, stanie się bardziej kremowy i gładki w konsystencji.

Pieczarki:
Pieczarki oczyścić i pokroić w ćwiartki.
Czosnek drobno posiekać.
Na patelni rozpuścić masło.
Dodać pokrojone pieczarki i czosnek. Wymieszać raz i zostawić. Następne mieszania robić raz na jakiś czas, żeby grzyby zdążyły się zarumienić.
W trakcie duszenia dodać estragon i tymianek – ilość „do smaku”.
Gotowe pieczarki nałożyć na rozsmarowany hummus.
Dodać sól i pieprz.

Smacznego